Jubileusz Jarosa – 20 lecie istnienia firmy!
Uczestnicy: – Bramborak, Koczownik
Miejsce: Knieja roztoczańska w epicentrum głuszy
Tu sobie notuję i piszę co w ulach piszczy.
Warroza – najgroźniejszy pasożyt pszczół, powodujący ogromne straty w światowym pszczelarstwie już od ponad 30 lat, musi być regularnie zwalczana. Mamy różne środki i sposoby lecznicze przeciwko tej pladze. Przed podjęciem decyzji o wyborze metody leczenia pszczół należy poznać poziom … Continue reading →
Źródło: Jak oceniamy warrozę
Jakość bazy pożytkowej jest jednym z podstawowych czynników decydujących o wielkości produkcji pasieki. Dlatego pszczelarze poszukują różnych pożytków, które mogą poprawić wydajność pasiek i pozwalają uzyskać różne miody odmianowe, czasem dość oryginalne. Stosowana do niedawna polska norma uwzględniała wprowadzanie do … Continue reading →
Źródło: Zioła i miody
Jakość bazy pożytkowej jest jednym z podstawowych czynników decydujących o wielkości produkcji pasieki. Dlatego pszczelarze poszukują różnych pożytków, które mogą poprawić wydajność pasiek i pozwalają uzyskać różne miody odmianowe, czasem dość oryginalne. Stosowana do niedawna polska norma uwzględniała wprowadzanie do … Continue reading →
Read the rest of this entry »
Warroza – najgroźniejszy pasożyt pszczół, powodujący ogromne straty w światowym pszczelarstwie już od ponad 30 lat, musi być regularnie zwalczana. Mamy różne środki i sposoby lecznicze przeciwko tej pladze. Przed podjęciem decyzji o wyborze metody leczenia pszczół należy poznać poziom … Continue reading →
Read the rest of this entry »
Nadeszła prawdziwa mroźna zima – idealny czas na grzane półtoraki. Tym razem degustowaliśmy kolejnego półtoraka z firmy Mazurskie Miody – niesycony Półtorak Piasecki. Do kompletu mieliśmy jeszcze Klasztorny dwójniak z APis-u oraz miód wysycony z okazji 600 lecia zwycięskiej bitwy pod Grunwaldem – Zawisza Czarny z miodosytni w Nidzicy. Wszystkie te miody piliśmy po raz pierwszy!
Najpierw wznieciliśmy krzepkie ognisko, które umożliwia wielogodzinne degustacje w plenerze, porą zimową, w warunkach niebywale komfortowych termicznie. Na dodatek – żar jaki uzyskamy ze spalonych brewion zastosujemy do podgrzania na ruszcie tego cośmy ze sobą na przekąskę przynieśli.
Drugim z otwartych miodów tego wieczora/nocy był dwójniak ze spółdzielni Apis – Klasztorny. Miód w kamionce z wizerunkiem poczciwego mnicha. Apis to firma gwarantująca stabilność swych wyrobów – nie zdarzyło się abyśmy zawiedli się którymś egzemplarzem na przykład z tego powodu, że zawartość uległa popsowaniu na skutek nieszczelności korków. Można by rzec, ze trzymają klasę średnią wyższą.
Jak i poprzednie miody obowiązkowo grzaliśmy przed skosztowaniem – tylko miód gorący zimowa porą w plenerze nado spożywać, bo to trzewia rozgrzewa, inhaluje i krzepkości nadaje oraz wielkiego zadowolenia biesiadnikom.
Rozkoszując się smakiem onego specjału takie oto słowa na myśl nam przychodziły….
„Miód o głębokim smaku, mocno miodowy, gęsty, w barwie bursztynowy, czuć nutę owocową ale trudno nam było dociec z jakich to smakowitości był skomponowany. Niebywale dobry, godny z pewnością gorącego polecania wszystkim, którzy wolą miody bez zbyt narzucających się dodatków smakowych.
Podczas tęgich mrozów istnieje taki oto problem – grube kamionkowe kubki prędko gorącą ciecz ochładzają i aby temu fatalnemu procesowi miodu oziębiania zaradzić – nado je przy ognisku pierwej ogrzewać.
Stojąc w blasku i cieple wielkiego ogniska człek wnet zapomina, że tuż za plecami – kroków parę – zieje lodowata zima, pada śnieg i wieją wichry. Jest bowiem takie też zjawisko, że przy bardzo dużym ogniu padający śnieg odparowuje jeszcze w powietrzu i na nas nie spada wcale. Ale jak widać – poza zasięgiem żaru – zasypywał nam niespiesznie dobytek.
A otóż i najznamienitszy z degustowanych miodów przez nas (naprzemiennie je pijaliśmy) – Niesycony Półtorak Piasecki z wytwórni Mazurskie Miody. Zacna kamionka i zacna zawartość -to najbardziej cieszy nas podczas degustacji. Podkreślić trzeba nam z mocą, iż mało kto wyrabia miody niesycone, bo to trudniejsza sztuka. Ich zalety zaś są takie, że nie doprowadzane do wrzenia zachowują dobroczynne, zdrowotne właściwości miodu. Trudno powiedzieć czy my podgrzewając owego dobrodziejstwa nie uszczupliliśmy – dlatego może akurat miody niesycone – pić latem z lodem lub tylko lekko podgrzać.
Bramborak mocuje się z korkiem, zastygamy w oczekiwaniu ciekawi niezwykle, czym też ta flasza nas zaskoczy…
Jeszcze chwileczka, jeszcze momencik i miód będzie gotowy do degustacji.
Po pierwszych łykach mogliśmy już zapisać w naszym wymemłanym kajeciku co następuje:
„Niebywale miodowy, skondensowany smak z nutą orzecha włoskiego. Gęsty, ciemny jako mocna arbata. Pełnia miodowego smaku w miodzie niesyconym! Nie wiemy czy to prawdopodobne ale my czuliśmy tu posmak miodu spadziowego ???”
Jak każdy półtorak – polecamy go na najsiarczyste mrozy, wichry i śnieżne zamiecie, podczas wędrówek przez zaspy i biesiad z dala od cywilizacji na świeżym powietrzu. Grzany sprawi, że nawet umarłego na nogi postawi, a żywemu dostarczy niebywałej witalności.
Po takiej baterii miodowej – można nawet w środku zimy z lubością pod drzewem sobie wypoczywać, aby tylko pamiętać o ognia srogiego rozpaleniu, tak a by żar wielkości ogromnego mrowiska wytworzyć. A między kamratami stoi oczywiście lampa naftowa – tradycyjne źródło światła.
Relacja z kolejnej degustacji, która się już zresztą odbyła – ukaże się za dzień czy dwa. Tym razem piliśmy tylko jeden miód – ale za to jaki! Zapraszamy.
Źródło: Półtorak Piasecki, dwójniak Klasztorny oraz trójniak Zawisza Czarny
| Największe sekrety pszczół |
| Karpacki Związek Pszczelarzy i Stowarzyszenie Pszczelarzy Słowackich realizują projekt „Pszczoły w służbie człowieka i przyrody w Euroregionie Tatry”. |
|
W ramach projektu zaplanowanych jest 100 prelekcji dla ok. 3 tys. uczniów z Polski i Słowacji. Z historią pszczelarstwa zapoznali uczniów Andrzej Budz i Jan Sarna z Koła Pszczelarzy w Bukowinie Tatrzańskiej. Opowiedzieli, jak powstaje miód. Uczniowie dowiedzieli się jaki jest stan pszczelarstwa i środowiska naturalnego w Euroregionie Tatry i jak o nie dbać. Na koniec każdego spotkania odbywały się konkursy. Pszczelarze spotkali się z młodzieżą w szkołach: w Jurgowie, Czarnej Górze, Rzepiskach, Zębie, Białce Tatrzańskiej, Brzegach, Krempachach, Nowem Bystrem i Bukowinie Tatrzańskiej oraz w przedszkolu w Jurgowie. Projekt „Pszczoły w służbie człowieka i przyrody w Euroregionie Tatry” realizowany jest ze środków Unii Europejskiej, Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego – Programu Współpracy Transgranicznej Rzeczypospolita Polska-Republika Słowacka 2007-2013. opr.: mon |
Źródło: Pszczoły w regionie Tatr
| Największe sekrety pszczół |
| Karpacki Związek Pszczelarzy i Stowarzyszenie Pszczelarzy Słowackich realizują projekt „Pszczoły w służbie człowieka i przyrody w Euroregionie Tatry”. |
|
W ramach projektu zaplanowanych jest 100 prelekcji dla ok. 3 tys. uczniów z Polski i Słowacji. Z historią pszczelarstwa zapoznali uczniów Andrzej Budz i Jan Sarna z Koła Pszczelarzy w Bukowinie Tatrzańskiej. Opowiedzieli, jak powstaje miód. Uczniowie dowiedzieli się jaki jest stan pszczelarstwa i środowiska naturalnego w Euroregionie Tatry i jak o nie dbać. Na koniec każdego spotkania odbywały się konkursy. Pszczelarze spotkali się z młodzieżą w szkołach: w Jurgowie, Czarnej Górze, Rzepiskach, Zębie, Białce Tatrzańskiej, Brzegach, Krempachach, Nowem Bystrem i Bukowinie Tatrzańskiej oraz w przedszkolu w Jurgowie. Projekt „Pszczoły w służbie człowieka i przyrody w Euroregionie Tatry” realizowany jest ze środków Unii Europejskiej, Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego – Programu Współpracy Transgranicznej Rzeczypospolita Polska-Republika Słowacka 2007-2013. opr.: mon |
Pszczelarstwo kosztownym hobby
Członkowie Gminnego Koła Pszczelarzy w Siemieniu skarżą się, że od władz wojewódzkich nie mogą dowiedzieć się niczego na temat refundacji wydatków na leki i częściowego zwrotu kosztów zakupu sprzętu. Niewiele wiedzą też, co zrobiono, by chronić pszczoły przed trującymi preparatami ochrony roślin.
Koło skupia trzydziestu członków z gminy Siemień. Kolejnych dwudziestu pszczelarzy działa na własną rękę.
– Trudno nam się rozmawia z władzami Wojewódzkiego Związku Pszczelarzy w Lublinie. Za mało mamy informacji z góry, a jeżeli coś sygnalizujemy, to nasze pytania są pomijane – mówi Stanisław Chojak, przewodniczący komisji rewizyjnej GKP w Siemieniu.
Po co pszczelarzom to, co już mają
Chodzi głównie o refundację wydatków na leki i częściowy zwrot kosztów zakupu sprzętu pszczelarskiego. Zainteresowani mówią, że lista sprzętu ustalana jest nie wiadomo przez kogo. – Chcielibyśmy, aby w tym temacie została przeprowadzona dyskusja, bo to pszczelarze powinni decydować, na jaki sprzęt powinna być dotacja unijna – mówi Chojak.
Obecnie Unia daje pieniądze na doposażenie techniczne pracowni. Ale np. przyczepki do przewozu pszczół nie wszystkim pszczelarzom są potrzebne, bo wielu z nich ma stacjonarne pasieki. – Kolejny przykład to wirówki do pozyskiwania miodu. Nie znam pszczelarza, który w tej chwili by jej nie miał. Kilku zdecydowało się na wymianę starej, ale większość została przy tym, co ma, bo wymiana im się nie opłaca. Podobnie z odstojnikami do rozlewania miodu czy odsklepiarkami. Owszem, ten sprzęt mógłby służyć pszczelarzom, ale zawodowym, którzy mają pasieki ze stoma i więcej rodzinami – wylicza Chojak. I zwraca uwagę na sprzęt, który nie podlega dofinansowaniu.
– To kombinezony, kapelusze, dłuto, odsklepiacz, widelec do odsklepiania czy podkurzacz. To się psuje niemal co sezon, a na to pieniędzy nie mamy.
A może trzeba by pszczelarzom zakupić węzy, czyli część plastra woskowego, do którego pszczoły dolepiają w ulach resztę – proponuje pszczelarz.
Dodaje, że starszym trzeba pomóc w zakupie drobnego sprzętu, bo oni nie będą się już rozwijać, ale z kolei młodzi pszczelarze potrzebują wsparcia na zakup uli, rodzin pszczelich czy lekarstw. Wtedy produkcja stałaby się w końcu opłacalna, bo w tej chwili jest to hobby, w dodatku bardzo drogie hobby. Takie postulaty on i jego koledzy poruszają co roku na zebraniach sprawozdawczych, w których uczestniczy przedstawiciel zarządu wojewódzkiego.
Zdrożały ponad sto procent
Pszczelarzy martwi też sprawa lekarstw, głównie przeciw warozie. – To choroba znana od lat, dziesiątkująca całe rodziny pszczół. Małe roztocze wysysa krew z pszczoły, przez co jest ona osłabiona, nie zbiera nektaru i zdycha. Ale odkąd leki przeciwko warozie zaczęły być dotowane, zdrożały ponad sto procent. Na dodatek akurat jesienią, kiedy jest najlepsza pora na leczenie chorych rodzin. I nikt nie tłumaczy, z czego to wynika – denerwuje się Chojak.
Czy to zmowa milczenia
Pszczelarze nie wiedzą także, co zrobiono, by wyeliminować przyczyny masowego wymierania pszczół, które dotknęło Polskę dwa lata temu.
– Chodzi o jakiś składnik chemiczny do produkcji środków ochrony roślin, a konkretnie nasion buraków, rzepaku i kukurydzy. Substancja ta powoduje odurzenie pszczół, przez co nie mogą trafić do ula i zdychają. Wiemy, że powstała komisja przy Ministerstwie Rolnictwa, której zadaniem było sprawdzenie, w których preparatach znajdują się te trujące dla pszczół substancje. Okazało się, że na 84 środki ochrony roślin wykryto je w dwudziestu, a spośród dwunastu preparatów do zaprawiania nasion znajdują się
w trzech. Jednak komisja ta do dzisiaj nie może się doprosić od ministra rolnictwa informacji, kto i dlaczego dopuścił te preparaty do sprzedaży, mimo że sąd nakazał ujawnić te dane – podkreśla siemieński pszczelarz. Wielokrotnie naciskali w tej sprawie wojewódzki związek w Lublinie, ale na darmo.
Stanisław Różyński, prezes Wojewódzkiego Związku Pszczelarzy w Lublinie, zapewnia, że siemieńscy pszczelarze nie są zbywani. – Za ceny leków odpowiada producent, podobnie jak za ceny sprzętu. Nie mamy wpływu na rodzaj sprzętu podlegającego dofinansowaniu, bo o tym decyduje program unijny – zaznacza. Koła gminne składają zamówienia na sprzęt pszczelarski do wojewódzkiego związku. Tam powstaje lista, która do 28 października musi trafić do Agencji Rynku Rolnego w Warszawie. Należy pamiętać, że Agencja rozlicza tylko ceny netto, a VAT pokrywa odbiorca.
Pszczelarze szykowali jesienią pokojowy protest przed Ministerstwem Rolnictwa i Rozwoju Wsi w Warszawie, by zwrócić urzędnikom uwagę na swoje problemy. Manifestacja nie doszła do skutku, bo w ostatniej chwili zrezygnował z niej prezes Polskiego Związku Pszczelarskiego Tadeusz Sabat. – Początkowo chciał zostać głównym organizatorem manifestacji, a później się wycofał, nie podając żadnej przyczyny. Dlatego takie spotkanie chcemy teraz sami zorganizować na wiosnę – zapowiada Chojak.
Janusz Włodarczyk
j.wlodarczyk@slowopodlasia.pl
fot. GKP w Siemieniu
Źródło: Refundacje dla pszczelarzy
Pszczelarstwo kosztownym hobby
Członkowie Gminnego Koła Pszczelarzy w Siemieniu skarżą się, że od władz wojewódzkich nie mogą dowiedzieć się niczego na temat refundacji wydatków na leki i częściowego zwrotu kosztów zakupu sprzętu. Niewiele wiedzą też, co zrobiono, by chronić pszczoły przed trującymi preparatami ochrony roślin.
Koło skupia trzydziestu członków z gminy Siemień. Kolejnych dwudziestu pszczelarzy działa na własną rękę.
– Trudno nam się rozmawia z władzami Wojewódzkiego Związku Pszczelarzy w Lublinie. Za mało mamy informacji z góry, a jeżeli coś sygnalizujemy, to nasze pytania są pomijane – mówi Stanisław Chojak, przewodniczący komisji rewizyjnej GKP w Siemieniu.
Po co pszczelarzom to, co już mają
Chodzi głównie o refundację wydatków na leki i częściowy zwrot kosztów zakupu sprzętu pszczelarskiego. Zainteresowani mówią, że lista sprzętu ustalana jest nie wiadomo przez kogo. – Chcielibyśmy, aby w tym temacie została przeprowadzona dyskusja, bo to pszczelarze powinni decydować, na jaki sprzęt powinna być dotacja unijna – mówi Chojak.
Obecnie Unia daje pieniądze na doposażenie techniczne pracowni. Ale np. przyczepki do przewozu pszczół nie wszystkim pszczelarzom są potrzebne, bo wielu z nich ma stacjonarne pasieki. – Kolejny przykład to wirówki do pozyskiwania miodu. Nie znam pszczelarza, który w tej chwili by jej nie miał. Kilku zdecydowało się na wymianę starej, ale większość została przy tym, co ma, bo wymiana im się nie opłaca. Podobnie z odstojnikami do rozlewania miodu czy odsklepiarkami. Owszem, ten sprzęt mógłby służyć pszczelarzom, ale zawodowym, którzy mają pasieki ze stoma i więcej rodzinami – wylicza Chojak. I zwraca uwagę na sprzęt, który nie podlega dofinansowaniu.
– To kombinezony, kapelusze, dłuto, odsklepiacz, widelec do odsklepiania czy podkurzacz. To się psuje niemal co sezon, a na to pieniędzy nie mamy.
A może trzeba by pszczelarzom zakupić węzy, czyli część plastra woskowego, do którego pszczoły dolepiają w ulach resztę – proponuje pszczelarz.
Dodaje, że starszym trzeba pomóc w zakupie drobnego sprzętu, bo oni nie będą się już rozwijać, ale z kolei młodzi pszczelarze potrzebują wsparcia na zakup uli, rodzin pszczelich czy lekarstw. Wtedy produkcja stałaby się w końcu opłacalna, bo w tej chwili jest to hobby, w dodatku bardzo drogie hobby. Takie postulaty on i jego koledzy poruszają co roku na zebraniach sprawozdawczych, w których uczestniczy przedstawiciel zarządu wojewódzkiego.
Zdrożały ponad sto procent
Pszczelarzy martwi też sprawa lekarstw, głównie przeciw warozie. – To choroba znana od lat, dziesiątkująca całe rodziny pszczół. Małe roztocze wysysa krew z pszczoły, przez co jest ona osłabiona, nie zbiera nektaru i zdycha. Ale odkąd leki przeciwko warozie zaczęły być dotowane, zdrożały ponad sto procent. Na dodatek akurat jesienią, kiedy jest najlepsza pora na leczenie chorych rodzin. I nikt nie tłumaczy, z czego to wynika – denerwuje się Chojak.
Czy to zmowa milczenia
Pszczelarze nie wiedzą także, co zrobiono, by wyeliminować przyczyny masowego wymierania pszczół, które dotknęło Polskę dwa lata temu.
– Chodzi o jakiś składnik chemiczny do produkcji środków ochrony roślin, a konkretnie nasion buraków, rzepaku i kukurydzy. Substancja ta powoduje odurzenie pszczół, przez co nie mogą trafić do ula i zdychają. Wiemy, że powstała komisja przy Ministerstwie Rolnictwa, której zadaniem było sprawdzenie, w których preparatach znajdują się te trujące dla pszczół substancje. Okazało się, że na 84 środki ochrony roślin wykryto je w dwudziestu, a spośród dwunastu preparatów do zaprawiania nasion znajdują się
w trzech. Jednak komisja ta do dzisiaj nie może się doprosić od ministra rolnictwa informacji, kto i dlaczego dopuścił te preparaty do sprzedaży, mimo że sąd nakazał ujawnić te dane – podkreśla siemieński pszczelarz. Wielokrotnie naciskali w tej sprawie wojewódzki związek w Lublinie, ale na darmo.
Stanisław Różyński, prezes Wojewódzkiego Związku Pszczelarzy w Lublinie, zapewnia, że siemieńscy pszczelarze nie są zbywani. – Za ceny leków odpowiada producent, podobnie jak za ceny sprzętu. Nie mamy wpływu na rodzaj sprzętu podlegającego dofinansowaniu, bo o tym decyduje program unijny – zaznacza. Koła gminne składają zamówienia na sprzęt pszczelarski do wojewódzkiego związku. Tam powstaje lista, która do 28 października musi trafić do Agencji Rynku Rolnego w Warszawie. Należy pamiętać, że Agencja rozlicza tylko ceny netto, a VAT pokrywa odbiorca.
Pszczelarze szykowali jesienią pokojowy protest przed Ministerstwem Rolnictwa i Rozwoju Wsi w Warszawie, by zwrócić urzędnikom uwagę na swoje problemy. Manifestacja nie doszła do skutku, bo w ostatniej chwili zrezygnował z niej prezes Polskiego Związku Pszczelarskiego Tadeusz Sabat. – Początkowo chciał zostać głównym organizatorem manifestacji, a później się wycofał, nie podając żadnej przyczyny. Dlatego takie spotkanie chcemy teraz sami zorganizować na wiosnę – zapowiada Chojak.
Janusz Włodarczyk
j.wlodarczyk@slowopodlasia.pl
fot. GKP w Siemieniu